Ludzie

wtorek, 13 kwietnia 2010

W pochmurny ranek 10 kwietnia 2010 roku Polska poniosła bardzo dotkliwą stratę: w katastrofie lotniczej zginęła głowa państwa wraz z małżonką, szef sztabu armii, dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych oraz wielu prominentnych polityków i urzędników państwowych. Stało się to w symbolicznym miejscu, nieopodal Katynia, i w ważnym czasie: odwilży na linii Warszawa-Moskwa.

Najprościej byłoby napisać, że tragedia ta w jakiś sposób zbliży do siebie oba narody poróżnione interpretacjami wspólnej historii, niezabliźnionymi ranami sprzed lat i odmienną wizją współczesnego świata. Niestety, po raz kolejny okazuje się, że w relacjach polsko-rosyjskich nic nie jest tak proste, jak się wydaje. Tragiczna śmierć prezydenta Kaczyńskiego szybko może stać się kością niezgody – jednak nie na poziomie międzypaństwowym, lecz tym najważniejszym: międzyludzkim. Katastrofa ta niesie ze sobą nie tylko ogromny ładunek emocji, ale ma też równie duży potencjał, co tragiczna śmierć Johna F. Kennedy’ego czy generała Sikorskiego, by szybko stać się przyczynkiem wielu teorii spiskowych czy mitów. Mogą one na długi czas zatruć stosunki między obu krajami.

Nie mam bowiem wątpliwości, że my, Polacy, lubimy resentymenty i potrafimy bardzo długo pielęgnować zadawnione urazy; niegdyś pozwoliło nam to zachować swoją tożsamość narodową, dziś jednak często odbiera nam umiejętność racjonalnej oceny sytuacji i pragmatycznego postępowania. Spiskowa teoria o udziale Rosjan w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem trafia na podatny grunt, lecz okres dojrzewania tak bolesnego mitu jest tak długi, że prawdziwe konsekwencje tragedii smoleńskiej poznać możemy dopiero za kilka lat. Trzeba się zastanowić, co z tego wydarzenia zapamiętają dzisiejsi kilku- i kilkunastolatkowie, którzy są w mniejszym stopniu niż ludzie od nich starsi obarczeni piętnem bolesnego splotu historii obu narodów. Czy będzie to dla nich dzień solidarności polsko-rosyjskiej czy też kolejna z serii klęsk narodowych, w których Rosjanie odgrywają rolę czarnego charakteru? Wszystko zależy od tego, jaką wersję tej historii przekażemy młodszemu pokoleniu: zmitologizowaną, akcentującą pewne – jakże częste w przypadku katastrof – niejasności, czy zdroworozsądkową i racjonalną, umożliwiającą w przyszłości porozumienie. Chciałbym wierzyć, że większość z nas wybierze tę drugą opcję.

W tym kontekście nie dziwi więcej niż wzorowa postawa Rosjan, która zdaje się mieć dwa źródła: przede wszystkim zwykłą, ludzką przyzwoitość, ale i w pewnej mierze pragmatyzm. Władze na Kremlu wiedzą, że to ogromna próba dla państwa rosyjskiego, które może w ten sposób pokazać to cieplejsze, bardziej przyjazne oblicze. Mają też świadomość, że jakiekolwiek wątpliwości w oczach Polaków mogą świadczyć na ich niekorzyść i przyczynić się do powstania mitu aktywnego udziału rosyjskich służb specjalnych w tragedii. Mit ów utrudni porozumienie polsko-rosyjskie, na którym – jestem o tym przekonany – zależy obu państwom.

Gdy opadną już emocje, dowiemy się wiele o samych sobie, a polska opinia publiczna może okazać się bardziej spolaryzowaną niż poprzednio – zarówno oceną prezydentury Lecha Kaczyńskiego, jak i powodów jego tragicznej śmierci. Choć rzymska zasada mówi, że o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale, zaiste w przedziwny sposób Polacy ją rozumieją; gołym okiem widać tendencję do poddawania mitologizacji nie tylko samego zdarzenia, ale także osoby prezydenta. Niezbyt lubiany i często krytykowany za życia, dziś zdaje się wkraczać do panteonu polskich bohaterów narodowych. Polacy szybko zapomnieli o jego przywarach i błędach politycznych, o osobie z krwi i kości, zastępując ją wyidealizowanym obrazem, równie prawdziwym, co pustym, laurką, pełną pobożnych życzeń, ale nie mającą pokrycia w rzeczywistości.

Moje przypuszczenia w tej sferze zdają się potwierdzać reakcje wielu polskich prominentów. Kardynał Dziwisz stwierdził, że prezydent Kaczyński "zginął po bohatersku" i chocby dlatego należy pochować go na Wawelu. O ile w kwestii miejsca pochówku nie mam wyrobionego zdania (choć uważam, że jest to decyzja czysto polityczna), to wiem jedno: prezydent zginął nad wyraz tragicznie, ale w żaden sposób nie bohatersko. Takie zaklinanie rzeczywistości nic pozytywnego Polsce nie przyniesie, zdewaluuje jedynie znaczenie takich pojęć jak owe bohaterstwo czy mąż stanu, miano jakim - niesłusznie moim zdaniem - zaczęto określać Lecha Kaczyńskiego po jego śmierci.

Połączenie tych czynników może być bardzo niebezpieczne, zarówno dla relacji polsko-rosyjskich, jaki i całej wizji Polski i Polaków we współczesnym świecie. Może zahamować proces otwierania się na inne kultury, zwiększyć nieufność wobec innych narodów, zamknąć nas w złotej klatce polskich fobii i mitów, skutkiem czego będzie marginalizacja naszego kraju na arenie międzynarodowej. Może jednak stać się coś zupełnie odwrotnego, a cała ta tragedia i wszystko co z nią jest związane zwiększy naszą samoocenę narodową, otworzy nas na innych, sprawi, że wreszcie uporamy się z demonami przeszłości. Nie zaprzepaśćmy tej szansy, bo los wystawia nam za nią słony rachunek.

Artur

Zdjęcie: Daylife.com. Tekst powstał w poniedziałek, 12 kwietnia 2010 r.; został opublikowany na portalach PolitykaGlobalna.pl i Onet.pl jako część dłuższego komentarza Redakcji PolitykiGlobalnej.pl.

wtorek, 15 kwietnia 2008
Pakistan jest jednym z tych państw, których stabilność jest jedynym z największych zmartwień dzisiejszego świata; dlatego też wszelkie informacje o ewentualnych zmianach sił, wyborach czy konfliktach są z wielkim zainteresowaniem śledzone na całym świecie. Tak też jest z odwilżą, jaka ma miejsce w tym kraju po wyborach z lutego 2008 roku. Jednym z jej beneficjentów jest Abdul Khan - ojciec pakistańskiej bomby atomowej i demoniczny naukowiec, jakby żywcem wyjęty z filmów o Jamesie Bondzie.
 
Mimo śmierci charyzmatycznej przywódczyni - Benazir Bhutto, lutowe wybory wygrała opozycyjna Pakistańska Partia Ludowa (PPP), zdobywając 120 miejsc w 342-osobowym Medżlisie. To ona, wraz z Muzułmańską Ligą Pakistanu byłego premiera Nawaza Szarifa (91 miejsc) i mniejszymi partiami, tworzy teraz pakistański rząd. Na jego czele stoi Yusuf Raza Gillani, doświadczony polityk PPP. Po nowym rządzie oczekiwano głębokich zmian (przede wszystkim liberalizacji życia społeczno-politycznego) i stabilizacji sytuacji w kraju. W pewnej mierze oczekiwania te zostały już spełnione: jak pisze Naveed Ahmad, korespondent International Security Network z Islamabadu, nowy rząd wypuścił opozycjonistów (głównie sędziów i adwokatów) zatrzymanych po ogłoszeniu stanu wyjątkowego w listopadzie ubiegłego roku. Nowe władze w Islamabadzie postanowiły także złagodzić restrykcyjny areszt domowy nałożony na Abdula Khana cztery lata temu.
 
Abdul Kadir Khan (w anglojęzycznych opracowaniach zazwyczaj występuje jako AQ Khan) urodził się w roku 1935 w mieście Bhopal na terytorium dzisiejszych Indii, jako jeden z siódemki dzieci muzułmańskiego nauczyciela. W roku 1952 jego rodzina przeniosła się do Pakistanu. Zdolny i ambitny, Khan ukończył tam uniwersytet w Karaczi, a później wyjechał do Europy, gdzie doktoryzował się. Po zakończeniu nauki na początku lat 70., pracował w jednym z holenderskich instytutów atomowych. Szybko piął się na szczeblach kariery i został dopuszczony do wielu tajemnic swojego instytutu.
 
W roku 1974 Indie przeprowadzają pierwszy test własnej broni atomowej. Zulfikar Ali Bhutto (ojciec Benazir), ówczesny premier Pakistanu, szybko zrozumiał jakie zagrożenie dla jego kraju oznacza posiadanie przez wschodniego sąsiada broni o takim potencjale. Podejmuje więc decyzję o znacznym przyśpieszeniu własnego programu nuklearnego, rozpoczętego w roku 1971. Jak uczy historia, najlepszym sposobem na jak najszybsze zdobycie broni atomowej jest uzyskanie dostępu do ściśle strzeżonych tajemnic państw, których programy nuklearne są znacznie bardziej zaawansowane. Tak też postąpił Pakistan.
 
W roku 1974 Abdul Khan zaczyna pracować dla pakistańskiego wywiadu, zbierając rozmaite informacje we własnym instytucie. Szybko zostaje jednak wykryty, ale holenderskie służby kontrwywiadowcze, ponoć na prośbę CIA, nie zdecydowały się go "przechwycić". W roku 1975 nasz bohater opuszcza Holandię, uprzednio zdobywając oczywiście mnóstwo informacji. Rok później staje na czele pakistańskiego programu atomowego, który, wykorzystując swoje doświadczenie, talent i europejskie kontakty, udaje mu się doprowadzić do końca. Do początku lat 90. ubiegłego wieku Pakistan uzyskuje techniczne możliwości wyprodukowania słabej jeszcze broni atomowej, a w następnym dziesięcioleciu doskonali ją i, w odpowiedzi na testy atomowe Indii, w roku 1998 w górach Ras Koh przeprowadza pierwszy test ładunku atomowego (zdjęcie obok).
 
Jeszcze w latach 70. Pakistan rozpoczął oficjalną współpracę z Libią i Koreą Północną w zakresie prowadzenia badań nad energią atomową, a już w następnym dziesięcioleciu zaczął na szerszą eksportować swoją technologię nuklearną. Na mocy porozumienia z 1987 roku, na przełomie lat 80. i 90. Pakistańczycy wyszkolili irańskich inżynierów oraz przekazali plany m.in. wirówek służących do wzbogacania uranu. W następnych latach współpraca na linii Teheran-Islamabad układała się bardzo dobrze i obejmowała nie tylko program nuklearny, ale także handel bronią konwencjonalną czy ropą naftową. Oprócz Iranu, Pakistan zaopatrywał w technologię potrzebną do budowy bomby atomowej Libię oraz Koreę Północną; pierwsze z tych państw w roku 2003 zgodziło się zaprzestać prób uzyskania broni atomowej, drugie zaś trzy lata później przeprowadziło pierwszy test ładunku atomowego.
 
dev
_____
Z powodu ograniczenia długości wpisu na bloxie, postanowiłem podzielić jedną, długą notkę o Abdulu Khanie na dwie mniejsze. Druga część poniżej.
Na lata 1988-1999 przypada absolutny szczyt potęgi A. Khana, który cieszy się w tamtym okresie daleko idącą niezależnością i wielkim autorytetem. Od 1999 roku jego pozycja słabnie, w dużej mierze ze względu na naciski Stanów Zjednoczonych na prezydenta Muszaraffa, by ten objął większą kontrolą pakistański program atomowy. W marcu 2001 roku A. Khan zostaje odwołany z funkcji szefa największego ośrodka badawczego w kraju - Kahuta Research Laboratory (dla niektórych: Khan's Research Laboratory) w Pendżabie.
 
Po atakach na WTC z 11 września 2001 roku, prezydent Muszaraff, aby zapewnić Stany Zjednoczone o swojej lojalności rozpoczął działania przeciwko osobom podejrzanym o utrzymywanie kontaktów z Talibami. W ich wyniku zatrzymano trzech bardzo bliskich współpracowników Abdula Khana. Okazało się, że jakiś czas wcześniej spotkali się oni w Afganistanie z wysłannikami Al-Kaidy, których zadaniem było pozyskanie materiałów rozczepialnych, potrzebnych do budowy tzw. brudnej bomby. Podejerzenia od razu padły na ich przełożonego, jednak z powodu braku dostatecznie twardych dowodów (takie było oficjalne wyjaśnienie), nie udało się bezpośrednio połączyć ojca pakistańskiej bomby atomowej z tym zdarzeniem. Dalsze naciski ze strony USA spowodowały jedynie, że Abdul Khan został zmuszony do publicznej "samokrytyki" w telewizji, a w roku 2004 umieszczono go w trwającym do dziś areszcie domowym. Jak już napisałem, w ostatnich dniach areszt został "rozluźniony". Powodem takiej decyzji był zły stan zdrowia 72-letniego naukowca, który we wrześniu 2006 roku przeszedł operację wycięcia guza prostaty.
 
Do dziś nie jest jednak jasne, na ile działania Abdula Khana były legitymizowane przez pakistańskie rządy,a na ile pozostawało poza ich kontrolą wspomnianych już wcześniej Benazir Bhutto i Nawaza Szarifa. Pewne jest, że cała stworzona przez A. Khana siatka, nazwana później przez szefa MAEA nuklearnym Wal-Martem, działała za przyzwoleniem kręgów zbliżonych do ośrodków władzy, nigdy jednak nie potwierdzono bezpośredniego zaangażowania i wiedzy B. Bhutto lub N. Szarifa na temat wszystkich działań szefa pakistańskiego programu nuklearnego. Pewne jest jednak, że do swoich podróży Khan korzystał z wojskowych samolotów (Hercules C-130), co jednoznacznie wskazuje na duży stopień przyzwolenia ze strony armii.
 
O ile jednak opisane powyżej programy współpracy z Libią, Koreą Północną oraz Iranem na pewno były elementem państwowej strategii, to tym, co najbardziej przeraża w biografii Khana i pakistańskim programie atomowym (rzeczach ze sobą niejako nierozerwalnie związanych) są prywatne inicjatywy samego szefa tegoż programu. Oferował Syrii i Irakowi sprzedaż planów samych ładunków atomowych, odpowiednie przeszkolenie naukowców i pomoc w budowie odpowiedniej aparatury; niemal na pewno podobne propozycje składał Arabii Saudyjskiej, Brazylii oraz Chinom. Wszystko to działo się albo bez wiedzy, albo za cichym przyzwoleniem władz w Islamabadzie.
 
Ponadto, wydaje się być nieprawdopodobne, aby zaangażowanie współpracowników Khana w pomoc Al-Kaidzie, odbywało się bez jego wiedzy - w końcu najprawdopodobniej był on jedynym człowiekiem, który "ogarniał" cały pakistański program nuklearny. Stworzył więc swoiste państwo w państwie, działał poza kontrolą wszystkich rządów na przestrzeni kilkunastu lat i de facto to on decydował o losach milionów ludzi. Bez względu na to, czy Abdul Khan stał, czy nie stał, za próbą sprzedaży materiałów rozczepialnych Talibom, incydent ten pokazuje w jak niepewnych rękach znajduje się cały pakistański program atmowy i należące do teo kraju niemal 100 głowic. Zagrożenie nie płynie jedynie z zewnątrz (a więc sytuacji politycznej Pakistanu), ale i z wewnątrz - kręgów rządowych, wojskowych i samych naukowców. To niebezpieczna sytuacja, która może zaowocować ogromnymi konsekwencjami w przyszłości.

Ojciec pakistańskiej bomby atomowej - Abdul Khan, to postać barwna, ale i na pewien sposób upiorna. Dla większości Pakistańczyków jest on bohaterem narodowym, dzięki któremu pozycja na arenie międzynarodowej ich państwa jest znacznie mocniejsza niż wynikałoby to z jego potencjału. Niewątpliwie to właśnie budowa broni atomowej sprawiła, że od lat oczy całego świata zwrócone są w kierunku Pakistanu. Niestety, jest to wzrok pełen obaw - niestabilna od lat sytuacja polityczna sprawia, że społeczność międzynarodowa boi się, że pakistańskie ładunki atomowe mogą w pewnym momencie trafić w niepowołane ręce. I nie są to obawy bezpodstawne, szczególnie jeśli przyjrzymy się czynom Abdula Khana. Człowieka, który dla Zachodu pozostanie na zawsze już czarnym charakterem, bondowskim szalonym naukowcem, zagrażającym bezpieczeństwu całego świata.
 
dev
 
Zdjęcia: twórczość własna (na podstawie zdjęć z Wikipedii), Wikipedia, Radio Free Europe/Radio Liberty.
Zakładki:
Blogi o światowej polityce (PL)
Instytuty, think-tanki i inne
Blogi o światowej polityce (inne języki)
Inne ciekawe blogi
Media
Blox.pl
Przedruki
Zasubskrybuj blog




Polityka, gospodarka i bezpieczeństwo w ujęciu globalnym



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Help end world hunger

Blogi Polityczne