sobota, 21 marca 2009

Rzut oka na świat obchodzi dziś swoje pierwsze urodziny. Dokładnie rok temu, 21 marca 2008, pojawił się na nim pierwszy wpis - "Belgia ma nowy rząd. Na jak długo?". W ciągu tych dwunastu miesięcy blog odwiedziło około 10 tysięcy osób z sześciu kontynentów, a liczba odsłon strony przekroczyła 40 tysięcy (dokładnych danych nie mam, bo obecne statystyki nie obejmują 2 pierwszych miesięcy działalności). Mam nadzieję, że osoby, które w tym czasie odwiedziły blog znalazły na nim to, czego szukały: informacji o współczesnych konfliktach na świecie, sytuacji politycznej państw innych niż Polska, aktualnej polityce międzynarodowej, terroryzmie czy geopolityce. 

Spośród 59 tekstów opublikowanych w ciągu roku na blogu, cztery zostały przedrukowane w tygodniku Wprost:

Kilka miesięcy temu Rzut oka... stał się też częścią stale rozwijającego się, oddolnie tworzonego portalu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl, do odwiedzenia którego serdecznie Was zachęcam. Ostatnią zmianą była gruntowna przebudowa szablonu, pomyślnie zakończona kilka dni temu m.in. dzięki pomocy Kate Mac.

Tyle o historii... Za wszystkie odwiedziny, komentarze i sugestie, serdecznie Wam dziękuję - i liczę na jeszcze więcej w przyszłości ;) .

Artur 

poniedziałek, 16 marca 2009
Mohammed Chatami oraz Hossajn Musawi
W irańskim wyścigu do fotela prezydenckiego robi się coraz ciekawiej: z ubiegania się o ten urząd zrezygnuje Mohammed Chatami, najpoważniejszy kandydat obozu reformatorskiego.

Choć jest to jeszcze niesprawdzona informacja, wydaje się, że zarówno jej źródła (Agencja FARS News, CNN i BBC), jak i ogólne okoliczności wskazują na to, że jest ona prawdziwa. Chatami przystąpił do kampanii mało zdecydowanie, bez ambicji i sprawiał wrażenie kogoś, dla kogo start w kolejnych wyborach jest raczej przykrym obowiązkiem, niż szansą na zmianę kierunku rozwoju państwa. Swoją kandydaturę ogłosił po długich namowach doradców oraz innych polityków ze swojego środowiska politycznego, a na tą niechęć nałożyły się rozmaite szykany stosowane przez administrację Ahmadineżada w celu pognębienia jego przeciwników politycznych.

Kluczowa okazała się jednak decyzja Hossajna Musawiego, ostatniego premiera Iranu (przed zniesieniem tego urzędu w poprawce konstytucyjneje z roku 1989), który tydzień temu  - po dwudziestoletnim odpoczynku od polityki - ogłosił start w wyborach. Chatami od  dłuższego czasu twierdził, że będzie starał się przekonać go do startu - jednak uznawano taki scenariusz rozwoju jako swoiste political fiction, bo Musawi wielokrotnie zaprzeczał ewentualnym spekulacjom na temat jego powrotu do aktywnej polityki. Namówiony przez Chatamiego, czy nie, 10 marca 2000 Musawi oficjalnie ogłosił, że będzie się ubiegał o urząd prezydenta kraju w najbliższych wyborach. Jutro Chatami ma ogłosić swoją ostateczną decyzję i udzielić byłemu premierowi własnego poparcia.   

Co to oznacza dla czerwcowych wyborów prezydenckich? Przede wszystkim, z rozgrywki odpadł najpoważniejszy kandydat reformistów, doświadczony i - mimo wszystkich swych przywar - lubiany polityk, jakim bez wątpienia był Chatami. Jego następca, Musawi, choć wspominany z pewnym rozrzewieniem przez starszych Irańczyków, dla młodszych jest właściwie postacią historyczną; owszem, pozytywnie się kojarzącą, ale stosunkowo odległą - taki, powiedzmy, irański Tadeusz Mazowiecki. Może być to jednak jego zaletą - dla ogromnej części irańskiego społeczeństwa (niezwykle młodego przecież), były premier jawi się jako zupełnie nowa twarz w polityce, a efekt nowości może wywindować go na sam szczyt. Ponadto, w odróżnieniu od Chatamiego, Musawi - dzięki swojej przeszłości - cieszy się też pewną estymą wśród konserwatystów.

Pozytywnym efektem rezygnacji Chatamiego mogła okazać się nieco większa integracja środowisk reformatorskich, ale trudno mówić o konsolidacji, w sytuacji gdy nadal o fotel prezydencki ubiegać się ma dwóch reformatorów - Musawi i Karrubi. Mimo to, może się okazać, że z pozoru nielogiczna decyzja Chatamiego przyniesie duże korzyści ruchowi reformatorskiemu w Iranie: Musawi to dobry kandydat, który ma cechy, których brakowało Chatmiemu i którego szanse w starciu z Ahmadineżadem wcale nie są małe. Trzeba jednak pamiętać o jednym - do czerwca wszystko może się zmienić.        

Artur

Zdjęcie: Daylife.com


KLIKNIJ :)

piątek, 06 marca 2009

Ten skostniały system nie pozwala na radykalną zmianę kierunków polityki państwa, bowiem nawet kandydaci z obozu reformistycznego związani są pewnym kanonem wartości, które są podstawą funkcjonowania republiki islamskiej. Efektem tego są zaledwie niewielkie różnice między poszczególnymi kandydatami, nie tylko w obrębie tych samych ugrupowań politycznych, ale nawet między dwoma najważniejszymi obozami: reformistami i "twardogłowymi". Różnice te dotyczą zresztą przede wszystkim stylu prowadzenia polityki, a dopiero w drugiej kolejności samej jej materii. Nie oznacza to jednak, że Mohammed Chatami i Mehdi Karrubi, dwaj politycy z obozu reformistów, którzy ogłosili już swój start w wyborach, w niczym nie różnią się od obecnego prezydenta, ultrakonserwatywnego Mahmuda Ahmadineżada. Na szczęście, w najważniejszych dla nas - jako Zachodu - kwestiach, ich poglądy różnią się diametralnie.

Mohammed ChatamiMohammed Chatami - sam dwukrotnie wybierany prezydentem - wielokrotnie podkreślał, że obecny rząd przynosi więcej szkód niż korzyści, tak w sferze wewnętrznej, jak i w stosunkach z innymi państwami. Jego zastrzeżenia dotyczące nierozważnych działań rządu na niwie ekonomicznej oraz jego konfrontacyjnej linii polityki zagranicznej, która skazała Iran na jeszcze większą izolację niż dotychczas, mogą trafić na podatny grunt w Iranie i dać mu kolejne zwycięstwo. Niewątpliwą zaletą Chatamiego jest jego doświadczenie, nadprzeciętna wiedza i inteligencja, obycie w świecie oraz autorytet. Niestety, wydaje się, że on sam nie potrafi jednak wykorzystać własnych atutów: jest typem perskiego intelektualisty, nierzadko niezdecydowanego, często za bardzo ugodowego, a czasem wręcz tchórzliwego (nie zrobił nic, gdy przed wyborami parlamentarnymi z roku 2004 Rada Nadzorująca odrzuciła kandydatury niemal 2000 polityków z obozu reformistów, w tym i kandydaturę jego brata). Ten wizerunek może stać się kulą u jego nogi w wyborach, a nie wiadomo, czy uda mu się go szybko zmienić. Mimo to, najprawdopodobniej to właśnie on będzie najpoważniejszym konkurentem Ahmadineżada w czerwcu, choć trzeba pamiętać, że irańskie wybory są bardzo nieprzewidywalne: tak też było cztery lata temu, gdy nadspodziewanie dobry wynik obecnego prezydenta w pierwszej turze (wydawało się, że w samym obozie konserwatystów będzie trzeci) oraz wygrana w turze drugiej były nie lada niespodzianką.

Mehdi KarrubiDrugim kandydatem reformistów jest Mehdi Karrubi - polityk cieszący się uznaniem sporej części społeczeństwa, jednak na pewno o nie tak rozległych wpływach jak Chatami, mniej od niego charyzmatyczny. W poprzednich wyborach prezydenckich Karrubi uplasował się na trzeciej pozycji, uzyskując blisko 18% głosów; zaś w tych, które czekają Iran w czerwcu na pewno nie będzie faworytem. Nie da się jednak wykluczyć, że odbierze pewną część głosów Chatamiemu, którego osiem lat rządów na pewno nie spełniły oczekiwań bardziej liberalnej części irańskiego społeczeństwa.

Po drugiej stronie barykady, a więc wśród konserwatystów, oficjalnie nie stoi na razie nikt, ale można spodziewać się, że Mahmud Ahmadineżad będzie ubiegał się o reelekcję. Jego prezydenturę - wbrew pozorom - oceniać jest trudno. Z jednej strony Irańczykom na pewno spodobał się fakt przyspieszenia i doprowadzenia do końca projektu elektrowni atomowej w Buszirze (choć na ten sukces pracowały kolejne rządy przez ponad 30 lat), twarde stanowisko wobec Zachodu i w sprawie palestyńskiej, co mogło wywołać wrażenie, że Iran znacznie polepszył swoją pozycję międzynarodową; z drugiej jednak strony - jego polityka zagraniczna spowodowała jeszcze większą izolację kraju na arenie międzynarodowej i naraziła kraj na straty związane z sankcjami ONZ. Ponadto, Ahmadineżad nie spełnił swoich obietnic przedwyborczych dotyczących naprawy państwa (m.in. zmniejszenia rozmiaru korupcji),  w ogóle nie przygotował go do kryzysu finansowego (ciesząc się przy tym, jak dziecko, że Zachód "dostał za swoje grzechy") i roztrwonił pieniądze z bardzo wysokich wpływów ze sprzedaży ropy naftowej w latach 2006-2008.

Jego największą zaletą jest jednak bez wątpienia możliwość wykorzystania potężnej machiny biurokratycznej do zgnębienia kontrkandydatów. Mowa oczywiście o barierach natury administracyjno-prawnej, które nie pozwalają reformistom w pełni rozwinąć skrzydeł. Podstawowym problemem pozostaje oczywiście zatwierdzenie kandydatur przez Radę Nadzorującą - co de facto skazuje je na łaskę, bądź jej brak, konserwatywnych duchownych tworzących tą instytucję. Wydaje się jednak, że nawet Rada nie odważy się zanegować autorytetu Chatamiego; Mehdi Karrubi - choć na pewno mniej popularny - także raczej nie musi się o to martwić. Obaj są zbyt znanymi i zbyt szanowanymi politykami, by Rada zdecydowała się na tak drastyczny krok, jak odrzucenie ich kandydatur. Mimo to, niesmak pozostaje - przez niesprawiedliwe prawo, w obozie reformistów obecnie właściwie niemożliwa jest tak błyskotliwa kariera, jak ta Mahmuda Ahmadineżada, który w ciągu kilku lat z trzeciego rzędu polityków konserwatywnych stał się jedną z najważniejszych osób w państwie.  

Nie jest to jednak jedyny problem, na jaki natrafiają sztaby i zwolennicy reformistów. Rządząca administracja ma wystarczająco dużo innych "argumentów", dzięki którym może skutecznie przeszkadzać w prowadzeniu kampanii wyborczej. Obu kandydatom odmawia się możliwości prowadzenia skutecznej agitacji wyborczej: nie wpuszcza się ich na kampusy uniwersytetów i do meczetów, nie pozwala na odczyty w miejscach publicznych oraz blokuje sprzyjające im strony internetowe. A wszystko to w formie decyzji administracyjnych.   

Ahmadineżad w ośrodku atomowym w NatanzChyba nigdy wcześniej uwaga całego świata nie była tak skupiona na politycznych wyborach Irańczyków; nie ma w tym nic dziwnego - w końcu w ostatnim czasie o Iranie staje się coraz głośniej. Irański program atomowy, wchodząc w swoją decydującą fazę, budzi od początku tego roku coraz więcej kontrowersji - wbrew pozorom nie tylko na Zachodzie. Bez wątpienia kwestia ta nie raz zostanie poruszona podczas kampanii wyborczej, zarówno przez konserwatystów, jak i reformistów. Ci pierwsi mają możliwość wykorzystania sukcesów Ahmadineżada na tym polu, takich jak choćby próbne uruchomienie reaktora w Buszirze; drudzy zaś - podkreślają, że takie prowadzenie "sprawy atomowej" przez obecnego prezydenta skazało kraj na izolację i podejrzliwość społeczności międzynarodowej. Nie mniej ważnym tematem będzie też kryzys gospodarczy, który w Iranie jest szczególnie odczuwalny: zmniejszone przychody z ropy wydatnie pomniejszyły budżet państwa, stopa inflacji od początków rządów Ahmadineżada wzrosła już dwukrotnie do poziomu 26% (w styczniu 2009), a bezrobocie utrzymuje się od lat na poziomie dwucyfrowym. Na pewno trudno będzie Mahumdowi Ahmadineżadowi przekonać swoich rodaków, że potrafi sobie poradzić z kryzysem - pytanie tylko, czy Mohammed Chatami będzie potrafił wykorzystać problemy obecnego prezydenta i czy Irańczycy będą chcieli wejść do tej samej rzeki nawet już nie drugi, a trzeci raz; a może ktoś inny - w tym i niedoceniany Mehdi Karrubi - namiesza w tych wyborach?

Artur

Zdjęcia:  The Huffington Post, Daylife, MonstersAndCritics.com.


 

środa, 04 marca 2009
Cztery lata temu Mahmud Ahmadineżad przejmował władzę od Mohameda Chatami'ego. Czy w tym będzie odwrotnie?
Na trzy miesiące przed czerwcowymi wyborami prezydenckimi w Iranie, sytuacja na tamtejszej scenie politycznej nadal jest niejasna. Mimo to, zarówno sami Irańczycy, jak i reszta świata, mają świadomość tego, że będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń tego roku.

Jest to być może o tyle paradoksalne, że wybory prezydenckie, choć na pewno ważne, wcale nie muszą przynieść znaczących zmian, nawet jeśli wybór Irańczyków padłby na kandydata z obozu reformistycznego. Irański system polityczny jest bowiem zbudowany w taki sposób, by możliwie jak najpełniej zapobiec wszelkim radykalnym zmianom kierunków polityki państwa oraz jego zasad ustrojowych. Ponadto, sam system wyborczy Iranu daleki jest od demokratycznego standardu, który pozwala na bezproblemowe, okresowe zmiany na najwyższych stanowiskach w państwie, a co za tym idzie - na zmianę kierunków polityki państwa, w zależności od tego, czego oczekują wyborcy, a więc naród w ujęciu politycznym. To właśnie ów mechanizm zinstytucjonalizowanej rewolucji jest podstawą stabilności państw demokratycznych w perspektywie długoterminowej. 

W Iranie, suwerenność narodu  - pozwalająca w stylu znanym z naszego kręgu cywilizacyjnego ograniczona została przez naczelną zasadę konstytucji, tzw. welajat-e fakih, a więc zwierzchnictwa uczonych prawników islamskich: przede wszystkim Najwyższego Przywódcy, ale i tych zasiadających w Radzie Nadzorującej, będącej swoiście pojmowanym sądem najwyższym. Rola Najwyższego Przywódcy jest niezwykle ważna w irańskim systemie politycznym; tak naprawdę to on - a nie prezydent - decyduje o tym, jak wygląda polityka Teheranu: on definiuje interesy i długoterminowe cele państwa, określa instrumenty ich realizacji oraz nadzoruje spójność z nimi bieżących działań podległego prezydentowi rządu.   

Ali Chamenei: obecny Najwyższy Przywódca IranuJednak to Rada Nadzorująca jest kluczowym elementem systemu politycznego w okresie przedwyborczym, ponieważ od jej decyzji zależy dopuszczenie kandydatów do wyborów; zgodność programu i czynów z zasadami islamu - kryterium, którym się przy tym posługują, nie tylko wyrzuca poza nawias sceny politycznej pewną część ugrupowań, ale jest też niezwykle arbitralne. Nie bez znaczenia jest także sam mechanizm zgłaszania kandydatury: wszystkie wnioski są przyjmowane na krótko przed samymi wyborami, de facto w środku kampanii wyborczej (w tym roku: między 5 a 10 maja). Tworzy to swego rodzaju furtkę bezpieczeństwa, która pozwala Radzie bezpośrednio decydować o obliczu wyborów - choć na pewno jest znacznie bardziej odczuwalne w przypadku wyborów parlamentarnych, o wiele bardziej anonimowych, niż te prezydenckie. 

Efektem takiego rozwiązania jest oczywiście zawężenie oferty politycznej dostępnej Irańczykom do zaledwie kilku nurtów, bliskich ideałom islamskiej rewolucji. W ten sposób, rewolucjoniści w imię Allaha sprzed 30 lat zabezpieczyli się przed radykalnymi zmianami zasad, które legły u podstaw ustroju postrewolucyjnego Iranu. Wykluczając możliwość pokojowej rewizji tych podwalin państwa irańskiego, zatrzymali przy sobie władzę na lata; jednocześnie jednak stali się bardziej podatni na wszelkiego rodzaju wybuchy społeczne, takie jak choćby te, które doprowadziły do wyniesienia ich do władzy trzy dekady temu.

Z powodów technicznych, wpis musiał zostać podzielony na dwie części. PRZECZYTAJ CZĘŚĆ II >>>

Artur

Zdjęcia: ISNA.


piątek, 27 lutego 2009
Nieco ponad rok temu, 24 lutego 2008, Raúl Castro wybrany został Przewodniczącym Rady Państwa Republiki Kuby. Obejmując urząd, obiecywał, że zacznie reformować kraj, który po niemal półwieczu rządów jego brata stał się gospodarczą ruiną. Ile zmieniło się na Kubie pod jego rządami?

Zadaniem Raúla było wprowadzenie kontrolowanych, odgórnych reform gospodarczych, które miały uchronić centralnie sterowaną gospodarkę kubańską przed całkowitą zapaścią; miano to osiągnąć przede wszystkim poprzez zwiększenie efektywności alokacji dostępnych w gospodarce zasobów. Jako że głównymi zasobami Kuby (i nie tylko jej, ale i dziesiątek państw o podobnym do niej poziomie rozwoju) od lat pozostaje siła robocza oraz ziemia, to właśnie na nich skupiła się uwaga reformatorów.

Priorytetem dla Raúla Castro stało się rolnictwo: od dawna już nieefektywne i tak naprawdę jedynie przynoszące straty. Podstawowym elementem zmian w sferze gospodarczej stać się zatem miała namiastka reformy rolnej, oddająca nieuprawianą ziemię (700 000 hektarów) w użytkowanie rolnikom prywatnym oraz powołanym przez nich stowarzyszeniom; jej efektem miało być zwiększenie produkcji rolnej do takiego poziomu, który pozwalałby wyspie na osiągniecie większego poziomu samowystarczalności zaopatrzeniowej. Dla Kuby jest to o tyle ważne, że 80% żywności spożywanej przez jej obywateli pochodzi z zagranicy; ten import podstawowych artykułów kosztuje rząd w Hawanie ponad 2,5 miliarda dolarów rocznie, powiększając tym samym i tak już niemały deficyt handlowy z zagranicą. Stan ten świadczy o głębokim, strukturalnym upośledzeniu kubańskiej gospodarki, którego nie da się szybko zmienić. Szczególnie boleć może fakt, że Kuba posiada niesamowite wręcz warunki dla rolnictwa - żyzną ziemię i klimat, który pozwala na zbiory dwa razy w roku.

Reformy zaproponowane przez młodszego z braci Castro mogłyby pomóc w przezwyciężeniu tych problemów, stanowiąc pierwszy krok na drodze do przynajmniej częściowej liberalizacji systemu gospodarczego, której efekty na pewno odczuliby szybko mieszkańcy wyspy. Dopełnieniem tych zmian miało być wprowadzenie nowego systemu płac, w którym podstawę wynagrodzenia nadal ustalałoby państwo, ale który przewiduje premie uzależnione od osiąganych przez pracownika wyników. Był to niewątpliwie krok w dobrym kierunku, promujący efektywność pracy - tradycyjnie stosunkowo niską na Kubie. Ostatnio, socjalistycznej Kubie udało się to, co wielu państwom o gospodarce wolnorynkowej, wśród nich i Polsce, przychodzi z trudem: podwyższenie wieku emerytalnego o pięć lat (do 60 lat w przypadku kobiet i 65 - mężczyzn). Niewątpliwym sukcesem Raúla było przełamanie izolacji Kuby na arenie międzynarodowej: zacieśnienie współpracy z Wenezuelą, Chinami i Rosją oraz zniesienie przez Unię Europejską symbolicznych sankcji dyplomatycznych.

Niestety, choć większość z tych zmian trudno nazwać radykalnymi, to i tak rząd kubański ma wielkie problemy z ich wdrażaniem. Przekazywanie gruntów rolnych rolnikom prywatnym, a więc najważniejszy element reformy idzie bardzo opornie, ponieważ tysiące wniosków o przydział ziemi ugrzęzło w zbiurokratyzowanej, od lat (czytaj: od początku istnienia państwa) niezdolnej do efektywnego działania administracji państwowej. Nadal utrzymany został dyskryminacyjny system podwójnej waluty: oprócz standardowego kubańskiego peso, istnieje też jego wymienialna odmiana, którą posługują się przyjeżdżający na wyspę turyści i która ma znacznie większą wartość oraz pozwala kupować dobra  wyższego rzędu. Oczywiście, do peso wymienialnego oficjalny dostęp mają głównie osoby zatrudnione w administracji państwowej lub turystyce.

Ponadto, właściwie nic nie zmieniło się na Kubie pod względem ochrony oraz zakresu praw człowieka i wolności obywatelskich - na co liczyli i sami Kubańczycy, i społeczność międzynarodowa. Nowy przywódca co prawda zezwolił na kupno takich urządzeń jak odtwarzacze DVD, telefony komórkowe czy komputery, ale nazywanie tego postępem w liberalizacji życia społecznego na wyspie jest dużym nadużyciem. Wbrew swoim zapowiedziom, Raúl Castro nie zdecydował się na stworzenie choćby namiastki debaty publicznej i nie otworzył się na głos społeczeństwa: nadal wszelkie zmiany wprowadza odgórnie, bez konsultacji ze społeczeństwem. Raúl obiecał za to, że w tym roku zwoła kongres Kubańskiej Partii Komunistycznej, co z jednej strony na pewno będzie nie bez znaczenia dla przyszłości wyspy, ale i unaocznia sposób, w jaki władze Kuby podchodzą do problematyki rządzenia państwem.

Wydaje się więc, że - mimo pierwszego pozytywnego wrażenia, jakie na społeczności międzynarodowej wywarły początkowo nowe władze Kuby – po roku jego rządów, reformy obecnie stoją w miejscu. Raúl nie przeprowadził obiecywanej liberalizacji sfery politycznej, ani nie zdecydował się na transformację gospodarczą; rozbudził za to apetyty Kubańczyków na tak potrzebne wyspie zmiany. To bardzo niebezpieczny dla niego moment - już Alexis de Tocqueville pisał, że “najniebezpieczniejszy dla złego rządu jest zazwyczaj ten moment, kiedy zaczyna się on reformować“: gdy społeczeństwo ma nadzieję na reformy, ale one nie nadchodzą tak szybko, jak ono by sobie tego życzyło. Czy sprawdzi się to w przypadku Kuby? Czas pokaże - jak na razie.

Artur

Zdjęcia: New Yor Times, Chron.com. 


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Zakładki:
Blogi o światowej polityce (PL)
Instytuty, think-tanki i inne
Blogi o światowej polityce (inne języki)
Inne ciekawe blogi
Media
Blox.pl
Przedruki
Zasubskrybuj blog




Polityka, gospodarka i bezpieczeństwo w ujęciu globalnym



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Help end world hunger

Blogi Polityczne