poniedziałek, 24 marca 2008

Co prawda niniejszy blog ma poruszać głównie tematy związane z bardzo szeroko pojętym bezpieczeństwem międzynarodowym i narodowym, to jednak nie mogę sobie odmówić napisania tego posta. Fakt niskiej, lub raczej niemal zerowej, znajomości spraw europejskich w naszym społeczeństwie jest mi oczywiście jak najbardziej znany; może więc jakimś cudem uda mi się przynajmniej część niedoinformowanych doinformować. Dodam jeszcze, że inspiracją były dla mnie wypowiedzi różnych osób na forach tvn24.pl i gazeta.pl.

Chodzi oczywiście o pojawiające się doniesienia (choćby tu i tu ) o raporcie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, który ma jakoby wzywać Polskę do legalizacji aborcji. Nie wchodząc w oceny moralne samego zagadnienia aborcji, chciałbym zauważyć kilka spraw, które wychodzą na jaw przy okazji tej sprawy.

Po pierwsze, Polacy w ogromnej masie nie rozróżniają Unii Europejskiej i Rady Europy. Dla przypomienia - ta pierwsza organizacja, powołana Traktatem z Maastricht w roku 1993 (podpisanie traktatu nastąpiło rok wcześniej), jest prawną obudową Wspólnoty Europejskiej (dawniej: EWG i Euratomu), poszerzającą ją o Wspólną Politykę Zagraniczną i Bezpieczeństwa oraz Współpracę Sądową i Policyjną w Sprawach Karnych. Jej organami (działającymi na zasadzie "wypożyczenia" ze Wspólnot) są m.in. Komisja Europejska, Parlament Europejski, Rada Unii Europejskiej czy Rada Europejska. UE powszechnie utożsamiana jest właśnie ze Wspólnotą, co nieraz powoduje różne nieporozumienia. O ile jednak kłopoty z rozróżnieniem UE i WE, powiedzmy sobie szczerze, można w jakiś sposób usprawiedliwić względnym skomplikowaniem materii (o tym jeszcze za chwilkę), to absolutnie niewytłumaczalne dla mnie jest mylenie Unii czy Wspólnot z Radą Europy.

Rada Europy została powołana w roku 1948; początkowo miała być organizacją integracyjną (taką jak dziś jest UE), ale ostatecznie została na tym polu zmarginalizwana. Dziś zajmuje się głównie kwestiami związanymi z prawami człowieka , a za jej największy sukces uznaje się przyjęcie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jest organizacją z gruntu zupełnie odmienną niż Unia i Wspólnoty - przede wszystkim jest organizacją o charakterze międzyrządowym, a więc wszystkie decyzje jej dotyczące są podejmowane za zgodą wszystkich państw członkowskich. Rada Europy nie stworzyła oddzielnego systemu prawa, a jej oddziaływanie na krajowe porządki prawne jest właściwie żadne. Tym bardziej, nie posiada możliwości zmiany przepisów krajowych ponad naszymi głowami.

Po drugie, niewielka jest wiedza o kompetencjach i systemie prawnym Unii, a raczej, żeby być dokładnym, Wspólnoty Europejskiej. UE ma bardzo niewielki dorobek prawny - wszystkie, przysłowiowe już, rozporządzenia o uznaniu marchewki za owoc czy dyrektywy o krzywiźnie banana (prawdziwe, choć już od dawna nie tworzy się tak szczegółowych aktów) wydawane są bowiem przez organy Wspólnoty i działając w jej imieniu. Ogranicza to pole manewru prawodawcy, ponieważ może on wydawać akty jedynie w obszarach, których państwa się "zrzekły" na jej rzecz. Są to głównie kwestie gospodarcze rolnictwa, polityki transportowej, polityki konkurencji czy rybołówstwa. W tych sferach Wspólnota może wydawać akty prawne, właściwie nie oglądając się na zdanie państw członkowskich (choć zawsze to robi, aby zapewnić sobie legitymizację aktów). Warto w tym miejscu podkreślić, że sprawy obyczajowe i dotyczące moralności nie leżą w gestii Wspólnot; nie ma więc takiej możliwości aby WE narzuciłą nam cokolwiek w tej kwestii. Sami musielibyśmy najpierw dać jej możliwość decydowania o takich sprawach, a tego nie zrobiliśmy i zapewne nie zrobimy. Ponadto, traktat lizboński nie daje takich uprawnień Unii (już UE, bo Wspólnota de facto przestaje istnieć), Karta Praw Podstawowych także nie ceduje takich kompetencji na nią. Swoją drogą ciekawym zjawiskiem jest łączenie traktatu reformującego (lizbońskiego) z tą sprawą; jest to bardzo częste i, podejrzewam, celowe.

Zupełnie odmienną kwestią jest to, czy faktycznie domniemany raport formułuje taką tezę, czy też jest to zwykłe nadużycie dziennikarzy Wprost. Rada Europy generalnie cieszy się niezłą opinią na kontynencie i jest uznawana za ważny element europejskiej tożsamości w dziedzinie praw człowieka. Z drugiej stron, Unia Europejsa nie chce zajmować się takimi sprawai, bo koncentruje się na sprawach gospodarczych i im pochodnych.

Podsumując:

  • to nie Unia Europejska, a Rada Europy chce (o ile to prawda!) wezwać nas do legalizacji aborcji;
  • Rada Europy nie ma kompetencji by cokolwiek narzucić pastwom członkowskim;
  • Unia Europejska nie ma możliwości stanowienia aktów prawnych w tej dziedzinie.

Mam nadzieję, że tym, którzy nie do końca rozumieli zagadnienie wyjaśnia to nieco tą w sumie prostą kwestię; ci, co znają się na sprawach UE oczywiście muszą mi wybaczyć ogólnikowość i odejście od głównego tematu bloga.

dev

niedziela, 23 marca 2008

21 marca prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, obwieścił światu, że zamierza zmniejszyć do mniej niż trzystu, liczbę głowic jądrowych, którymi dysponuje Francja oraz wezwał inne państwa do dalszej redukcji ich arsenałów atomowych. Jednocześnie zaproponował opracowanie odpowiedniej umowy międzynarodowej, dotyczącej likwidacji pocisków krótkiego i średniego zasięgu typu ziemia-ziemia.

Historycznie rzecz ujmując Francja była czwartym państwem, któremu udało się wyprodukować broń atomową. Początki francuskiego programu nuklearnego sięgają jeszcze lat 40., choć faktyczna i ostateczna decyzja o rozpoczęciu budowy arsenału atomowego zapadła dopiero w roku 1958. Niewątpliwie na tą decyzję wpłynęła zaostrzająca się sytuacja międzynarodowa oraz ambicje i uprzedzenia de Gaulle'a, który nie ufał Stanom Zjednoczonym. W każdym bądź razie, już dwa lata później, a więc w roku 1960, na Saharze przeprowadzono pierwsze testy ładunków o masie około 70 kiloton.

Z czasem arsenał Francji powiększył się. Dzięki Nicolasowi Sarkozy, wiemy, że Francja w czasie Zimnej Wojny posiadała nie więcej niż 600 głowic jądrowych ; obecnie zaś dysponuje około 350 głowicami, co czyni to państwo trzecią potęgą nuklearną świata (za USA i Rosją).

Trudno jednoznacznie ocenić ten krok prezydenta Francji. Z jednej strony powinniśmy na pewno przyklasnąć wszelkim pomysłom dotyczącym redukcji uzbrojenia atomowego, wiemy przecież jak niszczycielską siłę posiada ta broń. Z drugiej jednak strony można mieć pewne zastrzeżenia do intencji Francji.

Po pierwsze, jest coś o czym jeszcze nie napisałem (zawsze takie rodzynki warto zachować na koniec), a co zmienia odbiór tej deklaracji. Otóż redukcja obejmie przede wszystkim głowice przenoszone drogą powietrzną, a więc poprzez bombowce strategiczne. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że zaledwie niewielka część francuskiego arsenału atomowego jest rozmieszczona właśnie na pokładach samolotów. Federation of American Scientists, organizacja założona w roku 1945 przez amerykańskich naukowców, pracujących przy projekcie Manhattan (amerykańskim programie atomowym), a dziś monitorująca rozwoj broni atomowej na świecie, ocenia, że zaledwie 60 sposród 348 francuskich głowic jest przenoszonych za pomocą bombowców . Reszta, a więc 288, znajduje się na pokładach atomowych łodzi podwodnych, których przyszłe redukcje nie obejmą.

Jest jeszcze jeden smaczek całej sytuacji - otóż cała deklaracja została wygłoszona podczas Źródło: BBCwodowania Le Terrible - nowoczesnego okrętu podwodnego klasy Le Troimphant , przeznaczonego właśnie do przenoszenia broni atomowej. Wraz z tym wydarzeniem Francja zyskała czwartą łódź podwodną, zdolną do operowania właściwie w każdym miejscu na świecie, a co za tym idzie i do ataku na każde miejsce na kuli ziemskiej. Wiadomo, że daje to wielką przewagę nad potencjalnym przeciwnikiem. Okręty takie stanowią najlepszą gwarancję dla państwa, że nie zostanie zaatakowane, także przez państwo atomowe; są niezwykle trudne do wytropienia i zatopienia oraz dają możliwość przeprowadzenia tzw. odwetu martwej ręki. Jest to niezwykle ważne dla Francji, która zawsze podkreśla, że jej arsenał służy jedynie do odstraszania potencjalnych wrogów.

Propozycja Francji jest oczywiście w pewien sposób wyrachowana (choć nietrudno ją "przejrzeć") - jako, że łodzie podwodne uznawane są za najbardziej użyteczny element triady strategicznej (po kolei: systemy lądowe, powietrzne i podwodne), a w arsenale Francji właściwie nie ma głowic przenoszonych innymi sposobami (a już w szczególności nie ma stałych baz atmowych!), można zrobić małe ustępstwo w kwestiach mniej ważnych, aby uzyskać przewagę w innych. W sumie jednak to nie motywacje są w przypadku rozbrojenia najważniejsze, ważny jest efekt. Jaki on będzie, trudno przewidzieć. Na pewno Sarkozy, jeśli naprawdę chce aby jego plan się powiódł, musi bardziej aktywnie dążyć do jego realizacji. Sama deklaracja nie wystarczy, choć na pewno jest krokiem w dobrym kierunku.

dev

Zdjęcia: mondotees.com (1), elysee.fr (Kancelaria Prezydenta Republiki Francuskiej) (2).

piątek, 21 marca 2008

Po dziewięciomiesięcznym okresie zawieszenia, Belgia ma wreszcie nowy rząd. Składa się on z przedstawicieli pięciu partii, a na jego czele stoi Yves Leterme, lider Flamandzkich chadeków (CD&V).

Partia Laterme'a wygrała wybory z czerwca roku 2007, uzyskując 30 ze 150 miejsc w Izbie Reprezentantów. Mimo siedmiu prób, do 20/02/2008 Belgom nie udało się stworzyć większości parlamentarnej na tyle stabilnej, aby można było powołać rząd, więc przez dziewięć miesięcy premierem pozostawał Guy Verhofstadt - szef poprzedniego rządu.

Węzłem gordyjskim okazały się przepisy konstytucji belgijskiej, nakazujące równy rozdział miejsc w rządzie przedstawicielom obywateli francusko- i niderlandzkojęzycznej. Obie grupy językowe, od wielu lat skłócone ze sobą, nie mogły więc dojść do porozumienia. Powodów, dla których tak się działo jest wiele i nikt chyba nie łudzi się, że wraz z powstaniem nowego rządu odejdą one w przeszłość.

Spór ten ciągnie się właściwie od ponad półwiecza i nie widać perspektyw na to, aby się skończył. Laterme, który przed ubiegłorocznymi wyborami, obiecał Flamandom (mieszkańcom położonej na północy Flandrii) gruntowną reformę państwa, a więc przede wszystkim zwiększenie uprawnień rządów regionalnych kosztem kompetencji federacji, nie zmienił swojego stanowiska. Aby zrealizować swoje wyborcze obietnice chce powołać "radę mędrców", która miałaby przygotować propozycje zmiany konstytucji belgijskiej. Pytanie tylko, czy nie będzie to znów przysłowiowy kij w mrowisko?

Belgia, choć zaliczana (i słusznie!) do najbogatszych i najlepiej rozwiniętych krajów świata, jest dziś państwem na skraju rozpadu. Nastroje Belgów dobrze ukazuje ponury i okrutny w swej przewrotności żart, jaki zaserwowała swoim telewidzom walońska telewizja publiczna, ogłaszając w grudniu roku 2006, że Belgia już się rozpadła.

Podstawowym problemem jest bardzo wyraźny podział poziomu rozwoju ekonomicznego dwóch największych regionów na które składa się Belgia. Niderlandzkojęzyczna Flandria jest regionem bogatym, o niskim poziomie bezrobocia i wysokiej produktywności, podczas gdy zamieszkana głównie przez frankofonów Walonia jest znacznie słabiej rozwinięta i ma ponad dwukrotnie większy wskaźnik bezrobocia. Flamandowie czują, że łożą na utrzymanie biedniejszych współobywateli z Południa i od wielu lat domagają się większej autonomii regionów, przede wszystkim pod względem gospodarczym, oraz zmniejszenia stopnia redystrybucji dochodu narodowego. Oczywiście część francuskojęzyczna jest temu przeciwna.

Stosunki między obu grupami etnicznymi (bo chyba tak należy je nazwać) nazwałbym nowym nacjonalizmem - nacjonalizmem w ponowoczesnym świecie, znacznie bardziej miękkim. można by powiedzieć wręcz - znacznie bardziej cywilizowanym niż ten dziewiętnasto- i dwudziestowieczny, ale nadal bardzo groźnym. Nie dla pojedynczych ludzi, ale dla państwa i społeczeństwa jako całości. Obie grupy, mimo iż żyją w jednym kraju, właściwie często nie utrzymują ze sobą kontaktu, czują się niemal obce wobec siebie nawzajem. Jedyne co ich łączy to, zgodnie ze słowami nowego premiera Belgii sprzed kilku lat, "król, belgijska reprezentacja piłki nożna i piwo", a powstanie samego państwa było jedynie historycznym przypadkiem. Nie ma między obu wspólnotami językowymi niemal żadnych więzi - mają, co nie dziwi w przypadku państwa federacyjnego, oddzielne parlamenty i rządy, ale i zupełnie odmienne systemy szkolnictwa, partie polityczne, obyczaje. Słowem - dobrze, że godzą się jeszcze na wspólnego króla.

Można zapytać, dlaczego zatem ewentualny rozpad Belgii wydaje mi się niebezpieczny? Przecież raczej trudno wyobrazić sobie, aby Belgia rozpadła się w tak krwawy sposób jak Jugosławia; oczywiście raczej nie poleje się tam krew i pewnie obie strony rozejdą się w pokoju. Mimo to wydaje mi się, że koniec belgijskiej federacji stanowiłby wielki problem dla kontynentu. Oznaczałoby, że Europejczycy nie potrafią już zażegnywać swoich konfliktów dialogiem, a w samym sercu zjednoczonej Europy rozpada się państwo, które wniosło ogromny wkład w jej integrację. Poza tym Belgia może stać się stać się kamyczkiem, który poruszy lawinę w Europie, a w kolejce na taki rozwój wypadków mogliby czekać Baskowie w Hiszpanii i północ Włoch; szczególnie ten drugi przypadek wydaje się być podobny do belgijskiego: te same motywacje, państwo także przez długi czas pozostające w rozbiciu oraz niestabilny system polityczny, sprawiają, że Włosi z tym większą uwagą powinni śledzić wydarzenia z północy kontynentu.

Na razie jednak nie ma co snuć katastroficznych wizji - Belgia, na szczęście, istnieje i należy mieć nadzieję, że w końcu obie grupy porozumieją się.

dev

Zdjęcia: wikipedia.

Witam serdecznie wszystkich, którzy jakimś cudem trafili na tą stronę!

Mam nadzieję, że sprawy poruszane na blogu zainteresują Was i z czasem więcej osób natrafi na ślad mojej działalności. A co to za sprawy będą? Będzie to przede wszystkim polityka międzynarodowa i szeroko rozumiane kwestie bezpieczeństwa, tak narodowego, jak i międzynarodowego. Powyżej pierwszy post - taki na rozgrzewkę ;)

Przyznam się już na samym początku, że absolutnie nie mam pojęcia jak to wszystko wyjdzie. Tak czy inaczej - zapraszam!

Pozdrawiam,

Artur (dev)
 


PS. Jednocześnie blog będzie prowadzony na blogspocie. Wynika to ze zwykłej próżności - otóż tamten system pozwala na lepsze dostosowanie wyglądu bloga do moich wyobrażeń o tym, jak on powinien wyglądać.

1 ... 11 , 12 , 13 , 14
 
Zakładki:
Blogi o światowej polityce (PL)
Instytuty, think-tanki i inne
Blogi o światowej polityce (inne języki)
Inne ciekawe blogi
Media
Blox.pl
Przedruki
Zasubskrybuj blog




Polityka, gospodarka i bezpieczeństwo w ujęciu globalnym



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Help end world hunger

Blogi Polityczne