wtorek, 29 kwietnia 2008

Przez lata względnego dobrobytu mieszkańcy państw Zachodu przyzwyczaili się, że żywność jest nie tylko łatwo dostępna, ale i tania. Owszem, z niepokojem patrzyli na biedne i głodne Południe oraz niewiele pod tym względem lepszy Wschód, ale zarazem niewiele sensownego robili, aby im pomóc.

Z tym większym niepokojem patrzą teraz, w obliczu postępującego kryzysu żywnościowego. Zaczynają (a raczej: zaczynamy) się bać, czy przypadkiem wiek XXI nie będzie wiekiem walk o żywność i czy przypadkiem głodni nas - na razie sytych - nie zjedzą (tygodnik Forum, za: McLean's).
 
Oczywiście, taki ton ma jedno na celu: wzbudzenie sensacji; ale nie oszukujmy się - sytuacja z każdym miesiącem staje się coraz gorsza. W ciągu ostatnich trzech lat żywność podrożała średnio o 83%, a poziom jej światowych rezerw drastycznie zmalał: bazując na ich obecnym stanie, ludzkość mogłaby wyżywić się przez zaledwie 53 dni, podczas gdy jeszcze osiem lat temu - przez 116 dni.
 
Stale wzrastające koszty żywności, pociągnęły za sobą ogromne zwiększenie kosztów utrzymania, co szczególnie dotkliwe jest dla mieszkańców państw słabo rozwiniętych. Nie dziwne więc, że wzrost cen artykułów spożywczych zakończył się gwałtownymi prostestami m.in. w Meksyku, Uzbekistanie, Egipcie, Jemenie, Argentynie, na Haiti oraz większości państw Zachodniej Afryki. Na pytanie: "kto będzie następny?", stara się odpowiedzieć Foreign Policy i wymienia pięć państw, których przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach; a są to: Korea Północna, Pakistan, Jemen, Etiopia i Indonezja.
 
Pierwszym, wartym zresztą dłuższego komentarza, państwem z powyżeszj listy jest Korea Północna, o której pisałem dość niedawno. Kim Dzong Il w bardzo obcesowy sposób traktuje, płynącą do jego kraju w miarę szerokim strumieniem, pomoc humanitarną z Chin i Korei Południowej. Buńczuczne wypowiedzi koreańskiego przywódcy świadczyć mogą chyba już tylko o desperacji, z jaką stara się on utrzymać w ryzach zabiedzone społeczeństwo, a nie o sile państwa północnokoreańskiego. W końcu - jeśli jest tak dobrze, że można odrzucać pomoc innych państw, to czemu jest tak źle? Obawiam się, że faktycznie stan północnokoreańskiego rolnictwa jest znacznie gorszy, niż chciałoby tego sam Kim Dzong Il. Zgodnie z danymi FP, aż 35% Koreańczyków z Północy jest niedożywionych, a krajowa produkcja żywności nie potrafi zaspokoić potrzeb dużej części mieszkańców. W "dobrych" czasach może ona zapewnić jedynie 80% potrzebnych im kalorii, ale niestety obecny okres trudno nazwać takim - powodzie sprzed roku sprawiły, że zbiory ryżu i kukurydzy będą w tym roku niższe o 10-25%. Foreign Policy szacuje, że poziom zaspokojenia potrzeb żywieniowych Koreańczyków z Północy może spaść do 60%.
 
Czyżby czekała ich kolejna klęska głodu, być może nawet większa niż ta z drugiej połowy lat 90.? Wtedy, także w wyniku powodzi, plony zmalały o około 30%, czego ostatecznym efektem była śmierć około 600 000 mieszkańców Korei Północnej (niektóre dane mówią nawet o dwóch milionach ofiar!). Podobieństwa między scenariuszem sprzed 13 lat a dzisiejszym są, niestety, widoczne już na pierwszy rzut oka. Co prawda, w roku 1995 redukcja zbiorów była większa niż ta przewidywana obecnie, ale też mieszkańcy nie byli wtedy - jak przypuszczam, bo żadnych danych na ten temat nie znalazłem - jeszcze aż tak niedożywieni jak w roku 2008. Tak naprawdę Koreę czeka nie tyle nowa klęska głodu, ale "jedynie" pogłębienie tej trwającej nieprzerwanie od trzynastu lat. Należy zadać sobie tylko pytanie, czy Koreańczycy wreszcie skutecznie przeciwstawią się systemowi, który od ponad półwiecza niszczy ich kraj?
 
Nie lepiej jest w innych wymienionych przez Foreign Policy krajach. W największym stopniu głodem zagrożone są Etiopia i Jemen. Wzrost cen żywności w tych państwach jest ogromny i wydaje się być niemożliwy wręcz do opanowania w najbliższym czasie. Co ważne, w krajach tych żywność jest ogólnie dostępna, ale ze względu na wysokie ceny, nie znajduje ona nabywców. Jest to - jak stwierdziła Josette Sheeran, dyrektor Światowego Programu Żywnościowego - nowe oblicze głodu.
 
W stosunkowo najlepszej sytuacji są Pakistan i Indonezja, w których stosunkowo niewielki odsetek populacji jest na razie bezpośrednio zagrożony głodem. Mimo to, dalszy wzrost cen żywności bez wątpienia przyspieszy pauperyzację społeczeństw tych państw, a co za tym idzie - radykalizację nastrojów społecznych. Jej efektem może być odwrócenie pozytywnych zmian, jakie zaobserwować można było np. po wyborach w Pakistanie, gdy mieszkańcy tego kraju odrzucili fundamentalistyczną wizję państwa oferowaną przez wiele islamskich ugrupowań.
 
Dlaczego ceny żywności tak gwałtownie zwiększyły się w ostatnim czasie? Powodów jest kilka. Przede wszystkim, zwiększył się popyt na żywność ze stony dwóch wielkich, niezwykle szybko się rozwijających państw, a więc Chin i Indii. Jednocześnie, ze względu na susze w Australii i na Ukrainie (które są jednymi z największych eksporterów zbóż), znacząco obniżyła się podaż zboża przeznaczona na eksport, a katastrofy klimatyczne w innych częściach świata sprawiły popyt na nie na rynkach światowych jest duży. Należy jeszcze wspomnieć rekordowych cenach ropy naftowej (co wpływa na koszty wytworzenia żywności oraz jej transportu) oraz zwiększonym popycie na rzepak i kukurydzę w wyniku polityki wspierania produkcji biopaliw (choćby w USA).
 
Niestety na część przyczyn kryzysu, takich jak zmiany klimatyczne czy popyt Chin i Indii, wpływu mieć nie będziemy. Szczegolnie globalne ocieplenie może mieć katastrofalne skutki. Jak możemy dowiedzieć się z prezentacji przygotowanej przez Financial Times (sprawdźcie jeszcze drugą prezentację FT), globalne ocieplenie do roku 2050 może wydatnie zmienić rozkład terenów nadających się pod uprawę; niestety - niekoniecznie muszą to być zmiany in plus: przede wszystkim dotyczyć będą bowiem bogatej i sytej Północy, zaś Południe w znacznie mniejszym stopniu, o ile w ogóle, odczuje pozytywne zmiany. Więcej terenów w Afryce będzie wymagać skomplikowanych systemów irygacyjnych, na które nie stać biednych państw tego kontynentu.
 
Część z powyżej opisanych przyczyn kryzysu można jednak zniwelować w stosunkowo prosty sposób: na przykład - jak pisze Piotr Wołejko - liberalizacja handlu artykułami rolnymi bez wątpienia pozytywnie wpłynęła by na rozwój państw Trzeciego Świata (czy też, jeśli wolicie, państw-od-lat-bezskutecznie-rozwijających-się), co mogłoby zmniejszyć obszary biedy i głodu na świecie. Niestety, państwa bogate - takie jak Stany Zjednoczone czy kraje UE - nie kwapią się do zmiany swojej polityki w tej kwestii. Wydaje się także, że ludzie Zachodu muszą zrozumieć, że potrzebna jest niewielka korekta ich dotychczasowego jadłospisu: przede wszystkim w najbliższym czasie zapewne zmniejszy się ilość konsumowanego mięsa (ze względu na jego wzrastające ceny), co będzie akurat pozytywnym zjawiskiem, biorąc pod uwagę fakt, że jest ono niezwykle drogie w produkcji. Bez dwóch zdań, wyjdzie nam to tylko na zdrowie - zmniejszy ilość chorób cywilizacyjnych oraz (w dłuższym okresie czasu) pozwoli na wyrównanie cen zbóż na rynkach światowych.
 
Jaka będzie nasza, a więc bogatej Północy, odpowiedź na wyzwanie głodu? Nieważne, jaką dokładnie receptę zaproponuje ONZ czy poszczególne wysokorozwinięte państwa. Ważne by nie była ona równie nieodpowiednia, jak ta francuskiej królowej - Marii Antoniny, która w obliczu rebelii głodnej paryskiej biedoty w 1789, miała zapropnować głodnym Paryżanom ciastka. Każda inna, sensowna odpowiedź, może polepszyć los miliardów głodnych ludzi na całym świecie. I miliardów sytych.
 
dev
____
Pamiętajcie, że wiele polskich dzieci także cierpi z powodu niedożywienia. Nie zapomnijcie wspomóc je - kliknijcie w Pajacyka obok!
 
Zdjęcia: Rzut oka na świat (na podstawie: joe-ks.com), freekorea.us, timeinc.net
środa, 23 kwietnia 2008

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy oddali głosy na TAK na mojego bloga podczas głosowania w Blogboksie.

Przyznam się, że traktowałem to jako swego rodzaju sprawdzian jakości - na szczęście udało się go zaliczyć pozytywnie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale naprawdę nie spodziewałem się aż tak dobrego przyjęcia, a co za tym idzie - wyniku: 58 głosów na tak i tylko 4 na nie. Pozwala mi to wierzyć, że mimo niewielkiego stażu w blogosferze, Rzut oka na świat okazał się być ciekawym i dobrze prowadzonym blogiem.

Dzięki Waszym głosom być może Rzut oka... dotrze do nieco większego audytorium. Jeszcze raz bardzo Wam wszystkim dziękuję!

dev

Zdjęcie: blogbox.com.pl

niedziela, 20 kwietnia 2008

Na stronie internetowej Katedry Europeistyki UW znalazłem informację o dwóch ciekawych wykładach. Być może ich tematyka Was zainteresuje i pojawicie się we wtorek/czwartek rano w Starym BUW-ie (budynek oznaczony numerem 10. na tej mapie). A oto i szczegóły:

Wszystkich studentów bardzo serdecznie zapraszamy na wykłady
doktora Seyeda Mohammada Ali Taghavi - wykładowcy nauk politycznych na Uniwersytecie Ferdowsi w Mashhad, w Iranie.

 

Temat I wykładu:

,,Religion and Politics In Islam: can they be separated?"

Wykład odbędzie się w dniu:
22 kwietnia (wtorek) w godz. 9.45 - 11.15
w Sali 111 - 113 w Starym BUW-ie

 

Temat II wykładu:

,,Main concepts In Islamic Political Thought"

Wykład odbędzie się w dniu:
24 kwietnia (czwartek) w godz. 11.30 - 13.00
w Sali 111 - 113 w Starym BUW-ie

Cóż mogę dodać, poza tym, że także serdecznie zapraszam?

dev

Zdjęcie: toursaudiarabia.com

 

sobota, 19 kwietnia 2008

Niedawno pisałem o Abdulu Khanie, którego prywatne działania wydatnie przyczyniły się do rozwoju irańskiego i północnokoreańskiego programu nuklearnego. Nie mniej ciekawy jest przypadek Wiktora Buta, najbardziej chyba znanego handlarza nielegalną bronią, człowieka, który dzięki swoim dostawom najprawdopodobniej "napędzał" wiele konfliktów na całym świecie.

Historię Buta, nie pierwszy już zresztą raz, opisuje Wojciech Jagielski w Gazecie Wyborczej. Jego artykuł znajdziecie pod tym adresem.

Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że działania ludzi takich jak A. Khan i W. But, stanowią ogromne zagrożenie dla międzynarodowego pokoju. Stąd rozmaite pomysły na ograniczenie handlu bronią - zarówno tego legalnego, a więc prowadzonego przez państwa, jak i nielegalnego. Najczęściej podnoszoną sprawą jest sprzedaż broni do państw, w których łamane są prawa człowieka albo toczą się konflikty na tle narodowościowo-etnicznym. Jedną z najbardziej znanych incjatyw, mających na celu przekonanie międzynarodowej opinii publicznej i przywódców państw do przyjęcia odpowiednich uregulowań prawnych na forum Narodów Zjednoczonych, jest wspólny projekt Amnesty International, Oxfam i IANSA - ControlArms (więcej informacji na jego temat znadziecie na stronie controlarms.org). Inicjatywa szczytna, choć niestety z małymi szansami na powodzenie... Znacznie łatwiej (nawet w ONZ) jest bowiem przyjąć odpowiednie regulacje - a więc sporządzić odpowiedni traktat, niż sprawić, aby system oparty na nim był powszechny i efektywny.

Zatrzymanie (na początku marca) Wiktora Buta w Bangkoku jest na pewno dobrą wiadomością; nie można się jednak łudzić - "branża", choć straciła potentata, trzyma się i będzie się trzymać bardzo dobrze. A za każdego z trudem złapanego handlarza, przyjdzie kilku kolejnych...

dev

Zdjęcia: dev dla Rzut oka na świat (na podstawie wikipedia.org), controlarms.org.

 

wtorek, 15 kwietnia 2008
Pakistan jest jednym z tych państw, których stabilność jest jedynym z największych zmartwień dzisiejszego świata; dlatego też wszelkie informacje o ewentualnych zmianach sił, wyborach czy konfliktach są z wielkim zainteresowaniem śledzone na całym świecie. Tak też jest z odwilżą, jaka ma miejsce w tym kraju po wyborach z lutego 2008 roku. Jednym z jej beneficjentów jest Abdul Khan - ojciec pakistańskiej bomby atomowej i demoniczny naukowiec, jakby żywcem wyjęty z filmów o Jamesie Bondzie.
 
Mimo śmierci charyzmatycznej przywódczyni - Benazir Bhutto, lutowe wybory wygrała opozycyjna Pakistańska Partia Ludowa (PPP), zdobywając 120 miejsc w 342-osobowym Medżlisie. To ona, wraz z Muzułmańską Ligą Pakistanu byłego premiera Nawaza Szarifa (91 miejsc) i mniejszymi partiami, tworzy teraz pakistański rząd. Na jego czele stoi Yusuf Raza Gillani, doświadczony polityk PPP. Po nowym rządzie oczekiwano głębokich zmian (przede wszystkim liberalizacji życia społeczno-politycznego) i stabilizacji sytuacji w kraju. W pewnej mierze oczekiwania te zostały już spełnione: jak pisze Naveed Ahmad, korespondent International Security Network z Islamabadu, nowy rząd wypuścił opozycjonistów (głównie sędziów i adwokatów) zatrzymanych po ogłoszeniu stanu wyjątkowego w listopadzie ubiegłego roku. Nowe władze w Islamabadzie postanowiły także złagodzić restrykcyjny areszt domowy nałożony na Abdula Khana cztery lata temu.
 
Abdul Kadir Khan (w anglojęzycznych opracowaniach zazwyczaj występuje jako AQ Khan) urodził się w roku 1935 w mieście Bhopal na terytorium dzisiejszych Indii, jako jeden z siódemki dzieci muzułmańskiego nauczyciela. W roku 1952 jego rodzina przeniosła się do Pakistanu. Zdolny i ambitny, Khan ukończył tam uniwersytet w Karaczi, a później wyjechał do Europy, gdzie doktoryzował się. Po zakończeniu nauki na początku lat 70., pracował w jednym z holenderskich instytutów atomowych. Szybko piął się na szczeblach kariery i został dopuszczony do wielu tajemnic swojego instytutu.
 
W roku 1974 Indie przeprowadzają pierwszy test własnej broni atomowej. Zulfikar Ali Bhutto (ojciec Benazir), ówczesny premier Pakistanu, szybko zrozumiał jakie zagrożenie dla jego kraju oznacza posiadanie przez wschodniego sąsiada broni o takim potencjale. Podejmuje więc decyzję o znacznym przyśpieszeniu własnego programu nuklearnego, rozpoczętego w roku 1971. Jak uczy historia, najlepszym sposobem na jak najszybsze zdobycie broni atomowej jest uzyskanie dostępu do ściśle strzeżonych tajemnic państw, których programy nuklearne są znacznie bardziej zaawansowane. Tak też postąpił Pakistan.
 
W roku 1974 Abdul Khan zaczyna pracować dla pakistańskiego wywiadu, zbierając rozmaite informacje we własnym instytucie. Szybko zostaje jednak wykryty, ale holenderskie służby kontrwywiadowcze, ponoć na prośbę CIA, nie zdecydowały się go "przechwycić". W roku 1975 nasz bohater opuszcza Holandię, uprzednio zdobywając oczywiście mnóstwo informacji. Rok później staje na czele pakistańskiego programu atomowego, który, wykorzystując swoje doświadczenie, talent i europejskie kontakty, udaje mu się doprowadzić do końca. Do początku lat 90. ubiegłego wieku Pakistan uzyskuje techniczne możliwości wyprodukowania słabej jeszcze broni atomowej, a w następnym dziesięcioleciu doskonali ją i, w odpowiedzi na testy atomowe Indii, w roku 1998 w górach Ras Koh przeprowadza pierwszy test ładunku atomowego (zdjęcie obok).
 
Jeszcze w latach 70. Pakistan rozpoczął oficjalną współpracę z Libią i Koreą Północną w zakresie prowadzenia badań nad energią atomową, a już w następnym dziesięcioleciu zaczął na szerszą eksportować swoją technologię nuklearną. Na mocy porozumienia z 1987 roku, na przełomie lat 80. i 90. Pakistańczycy wyszkolili irańskich inżynierów oraz przekazali plany m.in. wirówek służących do wzbogacania uranu. W następnych latach współpraca na linii Teheran-Islamabad układała się bardzo dobrze i obejmowała nie tylko program nuklearny, ale także handel bronią konwencjonalną czy ropą naftową. Oprócz Iranu, Pakistan zaopatrywał w technologię potrzebną do budowy bomby atomowej Libię oraz Koreę Północną; pierwsze z tych państw w roku 2003 zgodziło się zaprzestać prób uzyskania broni atomowej, drugie zaś trzy lata później przeprowadziło pierwszy test ładunku atomowego.
 
dev
_____
Z powodu ograniczenia długości wpisu na bloxie, postanowiłem podzielić jedną, długą notkę o Abdulu Khanie na dwie mniejsze. Druga część poniżej.
 
1 , 2
Zakładki:
Blogi o światowej polityce (PL)
Instytuty, think-tanki i inne
Blogi o światowej polityce (inne języki)
Inne ciekawe blogi
Media
Blox.pl
Przedruki
Zasubskrybuj blog




Polityka, gospodarka i bezpieczeństwo w ujęciu globalnym



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Help end world hunger

Blogi Polityczne