Blog > Komentarze do wpisu

Gra Chameneiego

Ajatollah Ali Chamenei prowadzi piątkowe modły na Uniwersytecie w Teheranie (Daylife.com)

Ajatollah Ali Chamenei okazuje się być znacznie bardziej wytrawnym politykiem, niż jeszcze niedawno można było przypuszczać. Mimo to, być może popełnił błędy za które może słono zapłacić.

Chamenei, jako Najwyższy Przywódca, ma na swoim podorędziu bogaty zestaw instrumentów, którymi może spacyfikować rewolucyjne nastroje w Teheranie i w innych irańskich miastach. Teoretycznie, mógłby nawet wyprowadzić na ulice czołgi i krwawo stłumić protesty, lecz dotychczas tego nie zrobił. Wydaje się, że nadal wierzy, iż wszystko rozejdzie się po kościach: za kilka dni - w obliczu powszechnych (choć, prawdę mówiąc, jeszcze niezbyt poważnych) represji - ujdzie z demonstrantów dalsza chęć walki, za kilka tygodni wygasną ostatnie ogniska buntu, a za pół roku nikt nie będzie pamiętał o tym, co działo się w czerwcu. Choć osobiście nie wierzę, aby się to tak zakończyło, trzeba przyznać, że taktyka polegająca na wyciszaniu konfliktu poprzez - zapewne niezbyt szczere - gesty pojednawcze wobec opozycji musi sprawiać nie lada problemy Musawiemu, Chatamiemu, Karrubiemu, Rafsandżaniemu i ich doradcom.

Gra o najwyższą stawkę

Ajatollah Ali Chamenei, następca Chomeiniego, podczas przemowy (Daylife.com)Przywódca zdecydował się zagrać va banque i postawił na szali cały swój autorytet. Stosunkowo szybko po wyborach zatwierdził ich wyniki, czyli de facto usankcjonował je całą powagą własnego urzędu. Wbrew pozorom nie był to pusty gest - w odróżnieniu od zachodnich demokracji, w irańskiej demo-hierokracji władza rahbara (Przywódcy) ma boską legitymację: jest on osobą, która jak nikt inny w świecie szyickiego islamu rozumie wolę Allaha, a jego obowiązkiem jest dopilnować, aby została ona wprowadzone w życie. Podważając jego decyzję,  podważa się jego boski autorytet - a to już jest niebezpieczny precedens. Mimo to, gdy Musawi zdecydował się złożyć oficjalny protest, Chamenei przyjął bardzo elastyczną postawę, jakby na złość tym, którzy widzieli w nim tylko bezkompromisowego konserwatystę i zgodził się na ponowne liczenie głosów - lecz tylko w części obwodów.

Z oczywistych względów, taka propozycja nie mogła odpowiadać reformistom, którzy domagają się anulowania wyników i rozpisania nowych wyborów. Musiało to skłonić Chameneiego do opuszczenia zajmowanej dotychczas bezpiecznej pozycji mediatora i bezpośredniego zaangażowania się w sprawę powyborczego konfliktu. Przywódca ogłosił, że poprowadzi piątkowe modły w Teheranie, stawiając tym samym zwolenników Musawiego w bardzo niezręcznej sytuacji. Z wielu powodów było to bardzo sprytne zagranie. Przede wszystkim, ewentualna niesubordynacja reformistów może dać Chameneiemu powód do uznania ich za osoby zagrażające religijnym fundamentom ustrojowym współczesnego Iranu, a to oznaczałoby tylko intensyfikację przemocy wobec opozycjonistów. Oczywiście, modły mają mieć również wymiar propagandowy - pokażą Chameneiego jako prawdziwego przywódcę narodu, jednoczącego zwaśnione strony w otoczeniu tysięcy wiernych.

Pyrrusowe zwycięstwo

Wydaje się zatem, że dzięki temu posunięciu Chamenei nie tylko potwierdzi swoje zwierzchnictwo nad Iranem i jego mieszkańcami, ale pokaże także, że całe powyborcze zamieszanie jest nic nie warte w obliczu jego autorytetu, a tym samym - przypomni Irańczykom i światu, że to rahbar, a nie prezydent dzierży ster władzy w kraju. Trzeba jednak mieć na uwadze, że każde takie zagranie jest obarczone pewną dozą ryzyka, i to nie tylko dlatego, że jakiekolwiek spięcia podczas tej uroczystości naprawdę mogą podważać autorytet Przywódcy. Przede wszystkim, Chamenei liczy na to, że piątkowe modły - niczym deus ex machina - rozwiążą powyborczy konflikt i każda kolejna demonstracja będzie coraz słabsza. Taki scenariusz rozwoju jest jednak raczej niemożliwy, bowiem opiera się na założeniu, że cały ferment związany jest tylko z domniemanym oszustwem wyborczym, a nie ze strukturalnymi problemami, które dotykają Iran i jego mieszkańców. Śmiem twierdzić, że jest to bardzo złudne myślenie.

Glosy protestu zatem szybko nie umilkną, a Chamenei w końcu będzie musiał zacząć działać bardziej stanowczo. Problem w tym, że - mimo ogromnego znaczenia sprawowanego przezeń urzędu - Najwyższemu Przywódcy kończą się pokojowe środki nacisku na opozycję. Można co prawda przypuszczać, że dobrze wie, iż dalsza eskalacja przemocy do niczego go nie doprowadzi, a jedynie podkopie jego - nadal przecież silny - autorytet, lecz nie oznacza to, że Chamenei nie zdecyduje się na rozwiązanie siłowe. Utrzymałoby ono konserwatystów przy władzy, ale jego cena byłaby  bardzo wysoka: krwawa pacyfikacja opozycji przez długi jeszcze czas kładłoby się cieniem na rządach Ahmadineżada i władzy Chameneiego, a w rezultacie mogłoby doprowadzić do prawdziwej rewolucji, takiej jak przed trzydziestu laty. Najwyższy Przywódca stoi więc przed ciężkim dylematem i cokolwiek nie zrobi, może się to obrócić przeciw niemu.

Kliknij - przeczytaj więcej ciekawych artykułów!Artur

Zdjęcia: Daylife.com, GhalamNews.ir.


AKTUALIZACJA: Hosejn Musawi i Mehdi Karrubi wzywają ponoć do nieuczestnictwa w jutrzejszych modłach - takiej treści oświadczenie pojawiło się jakiś czas temu na Facebooku Musawiego (choć po godzinie zostało usunięte). Wiele osób podejrzewa (ja też zresztą), że jednemu z prorządowych hackerów udało się włamać na konto kandydata reformistów i zamieścić tam ten dezinformujący - i bardzo niebezpieczny - komunikat; jeśli jednak prawdą jest, że sam Musawi zdecydował się na podjęcie tak drastycznego kroku, to byłby to początek prawdziwej rewolucji.

czwartek, 18 czerwca 2009, xdevx

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jarkorath
2009/06/18 22:51:58
Zdecydowanie zgadam się, że reżim bardzo łagodnie traktuje opozycyjne demostracje, co dobrze o nim świadczy. Nie da się Iranu i obecnego kryzysku tak po prostu zaszufladkować jako pojedynek dyktatury z demokracją. Myślę, że Chamenei chce przede wszystkim uciszyć konflikt, bo dopóki tysiące ludzi wychodzą na ulice, tak długo istnieje ryzyko wymknięcia się sytuacji spod kontroli i rozlewu krów, którego nikt nie chce. Sądzę też, że głos tysięcy ludzi, którzy wyszli na ulice zrobi wrażenie na reżimie, który będzie zmuszony w wielu przypadkach zmodyfikować swoje stanowisko. Z pewnością konieczne jest lepsze administrowanie krajem. Wyjcie z izolacji. Może więcej ekonomicznej otwartości? Ale na to wszystko potrzeba czasu.
-
xdevx
2009/06/19 02:17:04
Mimo wszystko nie przesadzałbym z tą łagodnością. Wynika ona głównie z świadomości tego, że kilkusettysięcznego tłumu nie da się po prostu brutalnie rozpędzić, bo po każdym użyciu siły będzie on rósł dosłownie w postępie geometrycznym. Małe grupki wracające po demonstracjach do domów są jednak traktowane bardzo brutalnie - co świadczy jednak o charakterze tego reżimu. Bardzo dobrze oddaje to krążący po sieci wpis z Twittera jednego z opozycjonistów, że "do nas należy dzień , do nich - noc "...

Zresztą, nie wiemy jak wygląda sytuacja poza Teheranem - mamy tylko doniesienia (czasem poparte zdjęciami) o tym, że w innych miastach też dochodzi do sporych demonstracji. Można domyślać się, że efekt skali działa - im wieksza demonstracja tym większe bezpieczeństwo, im mniejsza - tym większa brutalność basidzów i policji.

Pozdrawiam i dzięki za komentarz!
Artur




Polityka, gospodarka i bezpieczeństwo w ujęciu globalnym



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Help end world hunger

Blogi Polityczne